Helena Bechlerowa była nauczycielką i redaktorką m.in. w wydawnictwie Nasza Księgarnia, autorką licznych opowiadań i wierszy oraz kilku powieści dla dzieci. Urodzona na początku XX w., zmarła u jego kresu (1908-1995). Zawsze mam wrażenie, ze ludzie, którzy przeżyli cały wiek XX byli świadkami najdziwniejszej przemiany rzeczywistości w dziejach, bo nigdy wcześniej zmiana nie była tak szybka i tak dramatyczna. "Za złotą bramą" jest opowieścią o takiej zmianie, odejściem starego, romantycznego świata chłodnych, mrocznych kamienic, powłóczystych sukien, powozów, balów i ogrodowych fontann na rzecz jasnego, nowoczesnego i wygodnego, ale pozbawionego magii świata blokowisk.
Rodzeństwo, Kasia i Piotruś, mieszka w bardzo starym domu, pełnym ciemnych tajemniczych zakamarków - w korytarzu wisi zniszczony obraz pięknej Amelii w różowej sukni, w ogrodzie kamienny wodnik podtrzymuje kielich fontanny, a na daszku altanki tkwi blaszany smok. Poza tym coś tam skrzypi, piszczy, biega po kątach, może strachy, skrzaty, echo, a może dobre duchy, kto wie. Wyobraźnia dzieci nadaje wszystkiemu znaczenie i imię. Niestety, dom jest już bardzo stary i zniszczony, zamieszkujące go rodziny muszą się przeprowadzić do nowych mieszkań w blokach, a zamieszkujące go duchy i stwory - znaleźć swoje miejsce gdzieś w magicznym świecie "za złotą bramą".
Urokliwa opowieść o końcu pewnego świata, w której ogromną rolę odgrywa szata graficzna - fantastyczne ilustracje Szancera, bez których to po prostu nie byłaby ta sama książka (można je podejrzeć tu: 1, 2, 3).
"Za złotą bramą" jest drugim tomem, pierwsza powieść o przygodach Kasi i Piotra nosi tytuł "Dom pod kasztanami". Dzieci wyjeżdżają w niej na wakacje do ciotki Iwy, do starego urokliwego domu: wszystko im się w domu pod kasztanami podobało: okna zasłonięte dzikim winem, dziwny piec z zielonkawych i niebieskich kafli, nawet duży czajnik, który cichutko podśpiewywał na kuchni. (s. 5). Za sprawą ciotczynego kota, rudego Tymona, który potrafi przemieniać się w tygrysa, przezywają czarodziejskie przygody, gdziekolwiek się nie udadzą, czy to do ogrodu, czy na strych. Na grządkach spotykają makówkowego króla, pod wierzbą Babę Jagę, a na strychu - lwa i lamparta. Wiele tych przygód, a wszystkie opisane w dość krótkich rozdziałach - mam wrażenie, że ta pozycja przemówi do bardzo młodego czytelnika. Nie ukrywam, ze drugi tom urzekł mnie znacznie bardziej.
Ilustracje do "Domu pod kasztanami" można obejrzeć TUTAJ.
Helena Bechlerowa, Dom pod kasztanami, Nasza Księgarnia, wyd. IV, Warszawa 1974
Helena Bechlerowa, Za złotą bramą, Nasza Księgarnia, wyd. I, Warszawa 1973
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
środa, 14 września 2016
Druga brama - Halina Górska


Halina Górska tworzyła w okresie międzywojennym, zaczęła od książek dla dzieci, skończyła na tych dla dorosłych (zmarła niestety zbyt wcześnie, zamordowana przez Niemców w 1942 r.). "Druga brama" plasuje się tak naprawdę gdzieś pośrodku. Dziecięcy bohaterowie, motyw przyjaźni (międzyklasowej), przystępny język pozwalają na lekturę młodym czytelnikom. Jednocześnie wspomnieniowy charakter (historia Krysi bazuje na życiorysie pisarki), doskonała znajomość psychiki dziecka, poważna tematyka (dzieci pozbawione rodziców, oparcia w dorosłych, szukające swojego miejsca w świecie) sprawiają, że może po nią sięgnąć także dorosły czytelnik. Świetna książka, żal, że jednak trochę zapomniana. Napisana w 1935 r. powieść doczekała się wielu wznowień - ostatnie, o ile się orientuję, w 1995 r. w wydawnictwie Siedmioróg, a więc ponad 20 lat temu. (Drugie wydanie z 1936 r. jest dostępne w wersji cyfrowej TUTAJ.)
Powieść ma dwie bohaterki, pochodząca z zamożnej rodziny Krysia, córka lekarza, i dziecko robotnicze, Adela. Krysia ma kochających rodziców, ale jej matka jest poważnie chora i musi wyjechać na kurację zagraniczną - praktycznie znika z życia córki. Sama dziewczynka żyje w izolacji, jest chorowita, więc nie chodzi do szkoły, nie wolno jej się bawić z dziećmi z podwórka. Krótko trwa eksperyment z sympatyczną Żydówką Sabinką. Dziewczynki bardzo się lubią, ale Krysia zapada na odrę, w ciężkiej postaci - i Sabinka znika z jej życia. Krysia bawi się sama ze sobą, jej życie toczy się w połowie w wyobraźni, więc kiedy nagle znajdzie się w otoczeniu prawdziwych dzieci nie będzie się mogła odnaleźć, reguły koleżeństwa okażą się dla niej trudne. A dojdzie do tego, kiedy wraz z ojcem przeprowadzi się na Leszno (akcja toczy się w Warszawie czasu zaborów) - tam, za tytułową drugą bramą, znajdowało się podwórko, na którym bawiła się Adela. Dumna, nieczuła, a w rzeczywistości mocno skrzywdzona przez los, który wraz z ojcem odebrał jej też dzieciństwo. Zubożała matka musiała się przeprowadzić z liczną czeredką do jednej izby, wspólnej z kilkoma rodzinami i iść do pracy w fabryce, a najstarsza Adelka była zobowiązana do pomocy przy młodszym rodzeństwie, a właściwie do pełnego matkowania im. Zahartowana przez trudne warunki, z nienawiścią przypatrywała się "panienkom z Saskiego Ogrodu", dziewczynkom z kokardami we włosach i lalkami pod pachą, do których zaliczyła także i Krysię. I tak na jednym podwórku znalazły się dwie nieszczęśliwe dusze, których życiowe doświadczenia były tak odmienne, że spotkanie się w pół drogi wydawało się niemal niemożliwe. Czy uda im się porozumieć? Nie oczekujcie prostych odpowiedzi.
poniedziałek, 16 maja 2016
Cesia - Natalia Rolleczek
Kiedy zaczęłam czytać "Cesię" miałam nieodparte
wrażenie, że zawiązanie fabuły przypomina mi jakąś inną książkę. I
przypomniałam sobie - "Bułeczkę" Jadwigi Korczakowskiej.
"Cesia" to taka "Bułeczka" dla nieco starszych czytelników.
Tu też mamy dziewczynkę, która wychowywała się od dziecka na wsi i nagle
zostaje rzucona, niemal sama, w środek dużego miasta. Ciągle mnie zaskakuje, że
zaledwie 50 lat temu nikt się specjalnie nie patyczkował z psychiką dziecka.
Zupełnie nikt dorosły nie zastanowił się, jak taka zmiana może być odbierana
przez jej nie tyle podmiot - co przedmiot. Dziecko ma robić to, co dorośli
zdecydowali dla jego dobra i jeszcze to doceniać. Żadnych traum. Na szczęście
Cesia, dzielna dziewczyna, poradziła sobie, zacisnęła zęby i poszła do przodu.
Cesia mieszkała od
urodzenia na wsi, w Modrzanach, w domu dziadków, razem z tatusiem, ich synem, i
mamą, pielęgniarką. Matka była "miastowa", warunki higieniczne wsi ją
przerażały, a to kura łazi po stole, a to dziecko chrupie niedokładnie obraną
marchewkę... Po tragicznej śmierci męża nie miała ochoty dłużej tkwić u
teściów, przeniosła się do miasta, a Cesia kolejne trzy lata spędziła z
dziadkami. Wreszcie mama przysłała list, nakazując Cesi przyjechać do siebie,
do Krakowa, gdzie miały zamieszkać wspólnie. Niestety, na miejscu okazało się,
że to "wspólnie" to dopiero za jakiś czas. Chwilowo Cesia została
ulokowana u znajomej matki, wdowy z dwójką dzieci. Z niezbyt sympatyczną
dwójką, dodajmy, gardzącą "wsiową" lokatorką. Chęć bycia blisko matki (dość nieczułej według dzisiejszych standardów, ale dziecka się nie wyrzekła, wikt i opierunek zapewniła, więc może się nie znam..) sprawiła, że Cesia zdecydowała się wytrwać, mimo niespełnionych nadziei i tęsknoty za dotychczasowym domem.
Po licznych i dość nieprzyjemnych przygodach, Cesia zaczęła odnajdywać swoje miejsce w tej układance.
Nawiązała pierwsze znajomości, ze stolarzem, mieszkającym w tym samym budynku,
z cygańskim chłopcem (bardzo mnie zdziwił - pozytywnie - wątek Laszlo, mam
wrażenie, że Cyganie są zupełnie nieobecni w polskiej literaturze dla dzieci),
z Wiesią, dziewczynką z tej samej klasy, mieszkającą w domu dziecka. Żyła
jednak nadal wspomnieniami - bardzo urokliwe są opisy życia na wsi w tej aż
sama miałam ochotę porzucić miasto, kiedy je czytałam. I chociaż jej miejskie
życie coraz lepiej się układało - w bliskiej perspektywie pojawia się szansa na
mieszkanie z mamą i - niestety - jej nowym mężem (co Cesia zniosła mężnie),
to całą swoją przyszłość wiązała z Modrzanami, porywając tą wizją jeszcze kilkoro swoich przyjaciół.
Autorka, Natalia Rolleczek (ur. 1919), to jedna z najbardziej znanych
polskich pisarek dla dzieci z okresu PRL, ale jakimś cudem zupełnie mnie w
dziecinstwie ominęły jej książki - z chęcią nadrobię.
Natalia Rolleczek, Cesia, Nasza Księgarnia, Warszawa 1971
ilustr. Maria Uszacka
niedziela, 29 listopada 2015
Muzeum Książki Dziecięcej poleca - Klasyka Pięknie Wydana
Seria Muzeum Książki Dziecięcej poleca powstała dzięki współpracy rzeczonego muzeum i wydawnictwa Muza. Składają się na nią wznowienia starych i pięknych wydań polskich klasyków dla dzieci. Twarda i bardzo ładna oprawa, gruby papier, duży font, staranne opracowanie - jestem zachwycona tą serią. Moja córka, lat 2 i pół, także ją doceniła. Tuwima mamy w innych, też pięknych wydaniach ("Julian i Irena Tuwim dzieciom" Naszej Księgarni, "Lokomotywę" i "Rzepkę" Visartu, "Lokomotywę" z ilustracjami Szancera), a Isia nad poezję przedkłada na razie prozę (w drodze wyjątku akceptuje kilka wierszy Brzechwy), a jednak zapałała żywiołową sympatią do utworów ze "Słonia Trąbalskiego" i do psa z ulicy Bałamutów, który miał dwie pary butów.
W domu mamy trzy książeczki - za "Lokomotywę" i "Słonia Trąbalskiego" bardzo dziękuję wydawnictwu, "Pies z ulicy Bałamutów" to nasze własne zbiory, a w planach mam zakup kolejnych, na pewno na naszą półeczkę trafi "Przygoda z małpką", a i inne mi się marzą.
"Lokomotywa" - w tomie znajdują się trzy utwory, poza tytułowym także "Rzepka" i "Ptasie radio" - to przedruk wydania z 1958 r., ilustrowanego przez Jana Lenicę.
"Słoń Trąbalski" (poza tytułowym zamieszczono 15 innych wierszy Tuwima) zilustrowany przez przyjaciela Tuwima - Ignacego Witza, wydany został po raz pierwszy w 1947 r.
"Pies z ulicy Bałamutów" Wandy Chotomskiej i Wacławy Bisko ukazał się po raz
pierwszy w 1965 r., a zilustrował książkę Jerzy Flisak.
Poza nimi w serii ukazało się jeszcze 12 książek, możecie je podejrzeć TUTAJ (klik).
"Lokomotywa" - w tomie znajdują się trzy utwory, poza tytułowym także "Rzepka" i "Ptasie radio" - to przedruk wydania z 1958 r., ilustrowanego przez Jana Lenicę.
"Słoń Trąbalski" (poza tytułowym zamieszczono 15 innych wierszy Tuwima) zilustrowany przez przyjaciela Tuwima - Ignacego Witza, wydany został po raz pierwszy w 1947 r.
"Pies z ulicy Bałamutów" Wandy Chotomskiej i Wacławy Bisko ukazał się po raz
pierwszy w 1965 r., a zilustrował książkę Jerzy Flisak.
Poza nimi w serii ukazało się jeszcze 12 książek, możecie je podejrzeć TUTAJ (klik).
sobota, 7 listopada 2015
Bolek i Lolek. Szalony pościg - Rafał Witek
Pisanie o niedawno wydanej książce jako o klasyku jest zdecydowanym nadużyciem, a jednak już po raz drugi mi się to zdarza. Wszystko dlatego, że klasyczni, a raczej kultowi, są bohaterowie - ręka w górę, kto nie słyszał o Bolku i Lolku. Nie wszyscy wiedzą jednak, że poza serialem animowanym powstawały także książki o tych braciach, wydawane w latach 70. Pisałam o tym szerzej TUTAJ (klik). Wydawnictwo Znak emotikon postanowiło uwspółcześnić bohaterów i przybliżyć ich obecnemu młodemu pokoleniu. Niedawno ukazał się piąty tom* przygód wiekowych chłopaków pt. "Bolek i Lolek. Szalony pościg", tym razem autorstwa Rafała Witka (napisał m.in. książkę "Julka Kulka, Fioletka i ja").
Przyznaję, że mam do Bolka i Lolka ogromny sentyment, ale zastanawiam się, czy dawna dobranocka jest jeszcze dla współczesnych dzieciaków atrakcyjna. (Moje dzieci są jeszcze za małe, żebym mogła stwierdzić to empirycznie, ale nie omieszkam sprawdzić tego za jakieś dwa-trzy lata.) Mam nadzieję, że tak, ale jeśli zbyt mocno trąci myszką, to mogą sięgnąć po powieści o nowym wcieleniu urwisów. To już nie to samo, ale też jest ciekawie...
W nowym tomie Bolek i Lolek spędzają nudnawe wakacje z rodzicami nad morzem.
...lista dostępnych rozrywek była nader skąpa. Bolek po raz kolejny ułożył ją sobie w głowie:
Na końcu książki znajduje się Przewodnik podróżnika, zapewniający czytelnikowi dodatkową rozrywkę, ale mający także walory edukacyjne. Zresztą cała książka pozwala na zdobycie - w absurdalnej otoczce - pewnej wiedzy geograficznej, zwłaszcza jeśli będzie czytana wspólnie z rodzicem, który w odpowiednim momencie podsunie potomstwu globus i mapę.
Rafał Witek, Bolek i Lolek. Szalony pościg, Znak emotikon 2015
* Współczesne tomy o Bolku i Lolku wydane przez Znak emotikon:
W. Bonowicz, G. Gortat, E. Karwan-Jastrzębska, J. Olech, A. Onichimowska, M. Rusinek, W. Widłak, M. Wojtyszko, R. Kosik Nowe przygody Bolka i Lolka (2013)
B. Maj, J. Illg, W. Bonowicz, L. Talko , A. Onichimowska, M. Wicha, R. Kosik Nowe przygody Bolka i Lolka. Urodziny (2013, recenzja TU)
W. Bonowicz, J. Illg, A. Onichimowska, G. Gortat, M. Wojtyszko, R. Kosik, E. Karwan-Jastrzębska Nowe przygody Bolka i Lolka. Łowcy tajemnic (2013)
Marcin Wicha, Bolek i Lolek. Genialni Detektywi (2014, recenzja TU)
** Rafał Witek, Bolek i Lolek. Szalony pościg, Znak emotikon 2015, s. 6-7.
Przyznaję, że mam do Bolka i Lolka ogromny sentyment, ale zastanawiam się, czy dawna dobranocka jest jeszcze dla współczesnych dzieciaków atrakcyjna. (Moje dzieci są jeszcze za małe, żebym mogła stwierdzić to empirycznie, ale nie omieszkam sprawdzić tego za jakieś dwa-trzy lata.) Mam nadzieję, że tak, ale jeśli zbyt mocno trąci myszką, to mogą sięgnąć po powieści o nowym wcieleniu urwisów. To już nie to samo, ale też jest ciekawie...
W nowym tomie Bolek i Lolek spędzają nudnawe wakacje z rodzicami nad morzem.
...lista dostępnych rozrywek była nader skąpa. Bolek po raz kolejny ułożył ją sobie w głowie:
- leżenie na kocu i zamienianie się w przysmażony placek,
- opalanie bladego miejsca pod pachami,
- rycie lewą stopą w piasku,
- rycie prawą stopą w piasku,
- łapanie meduz do wiaderka,
- jedzenie jagodzianki z roztopionym lukrem,
- odpędzanie os mających ochotę na jagodziankę. **
Na końcu książki znajduje się Przewodnik podróżnika, zapewniający czytelnikowi dodatkową rozrywkę, ale mający także walory edukacyjne. Zresztą cała książka pozwala na zdobycie - w absurdalnej otoczce - pewnej wiedzy geograficznej, zwłaszcza jeśli będzie czytana wspólnie z rodzicem, który w odpowiednim momencie podsunie potomstwu globus i mapę.
Rafał Witek, Bolek i Lolek. Szalony pościg, Znak emotikon 2015
* Współczesne tomy o Bolku i Lolku wydane przez Znak emotikon:
W. Bonowicz, G. Gortat, E. Karwan-Jastrzębska, J. Olech, A. Onichimowska, M. Rusinek, W. Widłak, M. Wojtyszko, R. Kosik Nowe przygody Bolka i Lolka (2013)
B. Maj, J. Illg, W. Bonowicz, L. Talko , A. Onichimowska, M. Wicha, R. Kosik Nowe przygody Bolka i Lolka. Urodziny (2013, recenzja TU)
W. Bonowicz, J. Illg, A. Onichimowska, G. Gortat, M. Wojtyszko, R. Kosik, E. Karwan-Jastrzębska Nowe przygody Bolka i Lolka. Łowcy tajemnic (2013)
Marcin Wicha, Bolek i Lolek. Genialni Detektywi (2014, recenzja TU)
** Rafał Witek, Bolek i Lolek. Szalony pościg, Znak emotikon 2015, s. 6-7.
środa, 21 stycznia 2015
"...w pewnym sensie ważniejszym domem jest dom dziadków. Jest po prostu więcej domem. Domem zawsze naszym i zawsze dla nas otwartym." (Anna Kamieńska, Samowarek mojego dziadka)
Ciepła opowieść w sam raz na Dzień Babci i Dzień Dziadka, o wspaniałej relacji łączącej dziadków z wnukami.
Myrka i Piotrek mają oczywiście swój dom rodzinny, z kochającą mamą i czasem nieco surowym, ale równie kochającym ojcem, filologiem klasycznym. Jednak przedkładają nad niego dom dziadków, w którym czują się najbardziej u siebie. Drewniany dom (żadnych wielkich wygód, telewizora, komputera - kto o tym wtedy słyszał, telefonu nawet brak), pełen tak cudownych skarbów jak stary samowar, który dziadek przerabia na automobil, czy guziki gromadzone przez babcię, a jeszcze bardziej - pełen miłości i akceptacji. Piotrek jest szalonym wynalazcą (zdaje się, że odziedziczył te ciągoty po dziadku właśnie), a jego wynalazki, jak choćby Maszyna do Straszenia Nieproszonych Gości, potrafią przyprawić ojca prawie o zawał. Dziadek natomiast, zamiast się denerwować, chętnie bierze udział w udoskonalaniu przedziwnych wytworów wnuczkowej wyobraźni. Babcia zwana Rzymem (a także Sekundą, Minutką i milionem innych imion) ma ogromne poczucie humoru, uwielbia tańczyć i zbierać grzyby, z każdym chętnie porozmawia, a wnuki spokojnie wyratuje z dowolnych tarapatów, czy to zniszczony strój galowy, czy ucieczka z domu. Każdemu życzyłabym takich dziadków, a sobie - żeby kiedyś być taką babcią dla własnych wnuków. Historie o domu dziadków przeplatane są baśnią, opowiadaną przez dziadka, o dzielnym królu Mateuszu i jego spotkaniach z czterema żywiołami.
Powieść ukazała się po raz pierwszy w 1967 r. i doczekała wznowienia w 1970 r. - nowszych wydań brak. Sama nie zetknęłam się z tym tytułem w dzieciństwie, nie w całości. Ale fragment o świętowaniu lanego poniedziałku ("Empiryczne mazurki") był zamieszczony w zbiorze opowiadań i pamiętam go doskonale (tytułu zbioru nie mogę sobie przypomniec, ale postaram się uzupełnić tę informację).
Myrka i Piotrek mają oczywiście swój dom rodzinny, z kochającą mamą i czasem nieco surowym, ale równie kochającym ojcem, filologiem klasycznym. Jednak przedkładają nad niego dom dziadków, w którym czują się najbardziej u siebie. Drewniany dom (żadnych wielkich wygód, telewizora, komputera - kto o tym wtedy słyszał, telefonu nawet brak), pełen tak cudownych skarbów jak stary samowar, który dziadek przerabia na automobil, czy guziki gromadzone przez babcię, a jeszcze bardziej - pełen miłości i akceptacji. Piotrek jest szalonym wynalazcą (zdaje się, że odziedziczył te ciągoty po dziadku właśnie), a jego wynalazki, jak choćby Maszyna do Straszenia Nieproszonych Gości, potrafią przyprawić ojca prawie o zawał. Dziadek natomiast, zamiast się denerwować, chętnie bierze udział w udoskonalaniu przedziwnych wytworów wnuczkowej wyobraźni. Babcia zwana Rzymem (a także Sekundą, Minutką i milionem innych imion) ma ogromne poczucie humoru, uwielbia tańczyć i zbierać grzyby, z każdym chętnie porozmawia, a wnuki spokojnie wyratuje z dowolnych tarapatów, czy to zniszczony strój galowy, czy ucieczka z domu. Każdemu życzyłabym takich dziadków, a sobie - żeby kiedyś być taką babcią dla własnych wnuków. Historie o domu dziadków przeplatane są baśnią, opowiadaną przez dziadka, o dzielnym królu Mateuszu i jego spotkaniach z czterema żywiołami.
Powieść ukazała się po raz pierwszy w 1967 r. i doczekała wznowienia w 1970 r. - nowszych wydań brak. Sama nie zetknęłam się z tym tytułem w dzieciństwie, nie w całości. Ale fragment o świętowaniu lanego poniedziałku ("Empiryczne mazurki") był zamieszczony w zbiorze opowiadań i pamiętam go doskonale (tytułu zbioru nie mogę sobie przypomniec, ale postaram się uzupełnić tę informację).
Subskrybuj:
Posty (Atom)





