Pokazywanie postów oznaczonych etykietą XIX w.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą XIX w.. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 marca 2016

Więzień na zamku Zenda - Anthony Hope


Nie mogę pojąć, czemu "Więzień na zamku Zenda" został wydany w Polsce tylko raz, prawie trzydzieści lat temu i to w paskudnej oprawie i tycim formacie. Czy to jakiś podstęp mający na celu zniechęcenie czytelników do sięgnięcia po tę absolutnie rewelacyjną powieść awanturniczą z końca XIX wieku? Apeluję - ruszajcie do bibliotek albo przeszperajcie allegro, bo to po prostu trzeba przeczytać.


Przez pierwsze kilka rozdziałów nastawiona byłam bardzo sceptycznie do fabuły opartej na jednym z bardziej wyświechtanych pomysłów - czyli na podmianie sobowtórów. Potem przestałam być sceptyczna, bo nie mogłam się oderwać od czytania.

Pewien rudowłosy angielski gentleman, Rudolf Rassendyll, wyjeżdża do Rurytanii, by obejrzeć koronację nowego - tradycyjnie rudego - króla. Oczywiście, Rudolf okaże się niemal bliźniaczo podobny do następcy tronu i w wyniku poważnej awantury zajmie jego miejsce, przy okazji zdobywając serce królewskiej kuzynki Flawii, z pełną świadomością, że ani nie może zachować korony, ani poślubić ukochanej, bo honor nakazuje mu przywrócić na tron prawowitego władcę.

Co to za awantura? Otóż, król ma rywala, przyrodniego brata, zwanego Czarnym Michałem, który zazdrości mu tronu i przyszłej królowej, pięknej Flawii. W wyniku podstępu więzi potajemnie przyszłego króla i ma nadzieję sam zostać koronowany, ale wówczas okazuje się, że rzekomy "król" jednak się na koronacji zjawia. Tylko sami Rudolf i Michał, oraz ich najbardziej zaufani ludzie, wiedzą, że "król" jest fałszywy. Ale - Michał nie może ujawnić, ze na tronie jest uzurpator, bo musiałby przyznać się do uwięzienia prawdziwego króla. Nie może zabić króla, bo wtedy Rudolf zostałby na zawsze na tronie. Nie może zabić otwarcie Rudolfa, bo nie może wystąpić jawnie przeciwko rzekomemu bratu. Z kolei Rudolf także nie może zaatakować "brata", nie może też najechać zamku Zenda, bo wie, że wtedy Michał zabije więzionego tam króla. Sytuacja wydaje się nie mieć wyjścia. Według posłowia tłumacza, Roberta Stillera, autor przeżył w tym momencie pisania powieści załamanie, bo uznał, że sam nie jest w stanie wyplątać się z wymyślonego przez siebie impasu. Jednak mu się udało, a każda strona owego wyplątywania się jest warta przeczytania.

Prawnik Anthony Hope jest właściwie autorem jednej powieści (wyd. 1894 r.), choć napisał ich wiele. Żadna inna jednak nie dorównała "Więźniowi...", po którym uznano go za nowego Dumasa. Powstała co prawda druga część pt. Rupert von Hentzau (1898 r.), ale była dużo słabsza, nigdy też nie została przetłumaczona na polski.

Na podstawie powieści powstało kilka filmów, ostatni z nich w 1979 r. z Peterem Sellersem w roli głównej.

Anthony Hope, Więzień za zamku Zenda, tłum. Robert Stiller, Wydawnictwo "Śląsk", Katowice 1989

piątek, 12 lutego 2016

Mała księżniczka - F.H. Burnett

Po wielu latach wróciłam do jednej z najbardziej ukochanych lektur mojego dzieciństwa - historii uroczej małej Sary Crewe, oddanej przez kochającego ojca na londyńską pensję, otoczonej zbytkiem, rozpieszczanej (ale nigdy rozpieszczonej), bystrej, fascynującej, żyjącej w magicznym świecie bogatej dziecięcej wyobraźni. Biednej małej Sary, która wraz z utratą ojca i majątku straciła także swoją pozycję, ale nigdy dumę, a którą w tej samej wyobraźni znalazła schronienie przed najgłębszą rozpaczą. Dzielnej małej "księżniczki", zmuszonej do pracy ponad siły przez wyrachowaną przełożoną pensji, ale znajdującej w sobie jeszcze chęć pomocy innym.

Zachwycałam się równie mocno, ale nie tak samo. W dzieciństwie podziwiałam Sarę, jej niezłomną postawę, siłę ducha, współczułam jej, ale wierzyłam, że da sobie radę. Czytając teraz, kiedy jestem już matką, widziałam tylko małą, przerażoną dziewczynkę, głodzoną, poniewieraną, pozbawioną perspektyw na jakąkolwiek zmianę i - wstyd przyznać - płakałam nad lekturą jak bóbr... Przy całej bajkowości tej historii (ach, kopalnie diamentów i cudowne zrządzenia losu), postać Sary nadal wydaje mi się bardzo wiarygodna.

"Mała księżniczka" nie była od razu książką -  Frances Hodgson Burnett napisała opowieść, którą publikowano w odcinkach w gazecie, w latach 1887-1888, pod tytułem Sara Crewe: or, What Happened at Miss Minchin's. Dopiero w 1905 r. została uzupełniona przez Autorkę i wydana w postaci książkowej jako A Little Princess: Being the Whole Story of Sara Crewe Now Being Told for the First Time. Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1913 r.,a  zatytułowane było Co się stało na pensyi.

W zalewie niesłychanie kiczowatych okładek "Małej księżniczki" (naprawdę, co ta Burnett ludziom zrobiła, że tak paskudnie wydają biedną Sarę Crewe) wyróżniają się dwie. Pierwsza to piękna stara wersja z ilustracjami Antoniego Uniechowskiego, którą pamiętam ze swojego dzieciństwa i nawet mam jeszcze gdzieś upchany kompletnie sczytany egzemplarz, a którą szczęśliwie wznowiło Wydawnictwo Dwie Siostry w mojej ulubionej serii Mistrzowie Ilustracji.



Druga to proste wydanie z kolekcji Romantycznej Egmontu, dla doroślejszego czytelnika - bez ilustracji, ale za to z urokliwym roślinnym motywem przewijającym się na pierwszych stronach rozdziałów oraz pięknym wzorem na wewnętrznej stronie okładki (bardzo lubię takie szczegóły).


"Mała księżniczka" była wielokrotnie przenoszona na ekran, niestety filmowcy daleko odchodzili od pierwowzoru. Godne uwagi są dwie wersje filmowe: z 1939 r. z Shirley Temple w roli Sary i z 1995 r. w reżyserii Alfonso Cuarona - bardzo przyjemnie się je ogląda, choć twórcy wykorzystali tylko fragmenty oryginału. Najwierniejszą adaptacją jest chyba japoński serial animowany z 1985 r. oraz rosyjski film z 1997 r.